Krakowskie fortyfikacje
Twierdza Kraków
 
 
Menu
   HOME
   FORTY
   CIEKAWE ARTYKUŁY
   HISTORIA FORTÓW
   GALERIA
   MAPA SERWISU
   KONTAKT
   O STRONIE
   LINKI


Foto:
Krzysztof Wilk
 


Luneta Warszawska zbudowana została w latach 1849 - 1856 jako fort redutowy. Jedno z najstarszych dzieł twierdzy, doskonale zachowane, niemal w pierwotnym stanie o prostym neogotyckim wystroju, z całym zespołem elementów obronnych, w tym z kaponierami typu "kocie uszy''. Jedyną przebudowę stanowi wzniesiony ok. 1910 r. w narożniku lewego barku i szyi, tradytor artyleryjski przeznaczony do obrony torów kolei warszawsko-wiedeńskiej oraz ówczesnej stacji Krowodrza. Fort w latach 1940 - 1950 pełnił rolę więzienia Gestapo i UB.


rys. J. Bogdanowski

Fot. Wojciech Gorgolewski


Po lewej stronie - tory warszawskiej linii kolejowej i dworca towarowego, po prawej - duża stacja benzynowa przy dzisiejszym warszawskim trakcie, ulicy 29 Listopada. Przed nami zaś - niemal średniowieczny zamek. Wyniosłe mury, nadwieszone ganki z krenelażem i otworami, podobnymi do machikułów, z basteją... Wszystko potężne, masywne, monumentalne. To właśnie fort - Luneta Warszawska. Te groźne mury stanowią tył, plecy, a raczej szyję fortu. Tak będzie teraz przy wszystkich spotkaniach: tam, gdzie zobaczymy budynki i mury będą to "oficyny", tyły fortów; tam, gdzie od zewnątrz nie zobaczymy niemal niczego - tam będą ich właściwe czoła. Takie stało się bowiem prawo wojny. Przed nieprzyjacielem trzeba było się ukryć, wejść w ziemię, stać się niewidocznym. Odsłonić się można było - chociaż też nie pełnie - tylko od swoich, od strony własnego zaplecza. cały tylny front lunety nie jest właściwie obronny, pomimo swej monumentalności. Jedynie niska basteja, nosząca nazwę kaponiery, strzeże dwu bram do fortu po obu jej stronach (prawej, zresztą, dzisiaj zamurowanej). Zawsze bowiem mogło się zdarzyć, że jakiś oddział wroga przedrze się pomimo wszystko na tyły fortu i będzie próbował wtargnąć przez bramy. Znalazłby się wtedy pod ogniem flankującym z kaponiery i pod pionowym ostrzałem z broni ręcznej z owych nadwieszonych nad brama ganków. W dodatku przecięłaby mu drogę głęboka fosa, otaczająca wówczas ze wszystkich stron - a więc i od tyłu - fort, a wreszcie zamknęłyby mu wstęp potężne, okute wrota ze szczelinami strzelnic.

Jakże jednak wygląda cały fort? Wyobraźmy sobie, że unosimy się znowu w naszym balonie kilkadziesiąt metrów ponad ziemia. Zobaczymy wtedy, że do murów szyi, które tworzą płytkie kleszcze, przylega potężna półkolista budowla, o płaskim dachu-tarasie z przedpiersiem. W odległości kilkunastu metrów przed nią biegnie nieco niższy, ziemny wał przełamany na cztery odcinki (dwa czołowe i dwa barkowe), mający również na szczycie płaski taras i przedpiersie. Przed nim wreszcie ciągnie się głęboka fosa, obmurowana u stóp wału pionowa ściana. Na dachu-tarasie półokrągłej budowli (nosi ona nazwę reduty) i na tarasie wału stoją - widziane oczywiście w wyobraźni - baterie moździerzy i dział. Wyloty innych luf widoczne są w otworach strzelnic ścian reduty. Na wewnętrznej zaś stronie wału rysują się nasypy czterech pochyłych podjazdów, którymi wciągane są działa na taras.

Jeszcze jeden szczegół zwraca nasza uwagę. Oto w fosie, rozszerzającej się przy narożnikach wału, tam, gdzie ściana czołowa styka się z barkowa, wysuwają się z nich jak gdyby niskie podwójne bastejki - wiemy już, że noszą tera: nazwę kaponiery - o dość oryginalnym zarysie. Widziane bowiem z góry tworzą jakby wierzch kociej głowy z uszami. ( tak właśnie nazywa się ten rodzaj kaponiery - "kocie uszy". Zadanie zaś obu tych podwójnych kaponier jest również dwojakie. Najpierw maja razić ogniem nieprzyjacielskich żołnierzy, gdyby ci pomimo ognia dział z reduty i z wału dotarli do fosy, wdarli się do niej i próbowali wspinać się na wał. Po wtóre - maja wspierać ostrzałem wypad załogi na wroga, wyrzucenie go z fosy i pościg za niedobitkami. Dlatego też zewnętrzny stok fosy był pochyły a nie pionowy, aby można wspiąć się na niego i gnać za nieprzyjacielem.
Może tu paść pytanie: jak załoga dostanie się do "kocich uszu", skoro nie widać do nich dojścia? Dojście, oczywiście, jest przez podziemne korytarze-potajniki, tak zwane poterny. Wejścia do nich mieszczą się w wewnętrznej ścianie wału, między nasypami do wjazdu dział, a sam korytarz biegnie naturalnie pod wołem.

Jeszcze jedno spojrzenie z naszego balonu na lunetę i... No właśnie, w zarysie podobna jest ona do rondeli Barbakanu, powstałego wcześniej o niemal trzysta pięćdziesiąt lat. I rzeczywiście, gdyby nasz balon uniósł się nieco wyżej, tak, że moglibyśmy równocześnie zobaczyć obie budowle warowne, podobieństwo rzuciłoby się w oczy. Szyja od strony Bramy Floriańskiej, broniąca tyłów, i basteja-kaponiera pomiędzy bramami fortu. Niemal okrągła rondela z działobitniami, zamykająca niewielki dziedziniec i taka też reduta w forcie. Pierwsza fosa wokół Barbakanu i podobny do fosy wąski dziedziniec pomiędzy redutą i wałem. Zewnętrzny wał, usypany później przed fosa starej rondeli z druga fosa za nim - i taki sam układ w lunecie. Tylko kaponiery - kocie uszy nie maja odpowiedników. Reszta się zgadza.
Zgadza się, gdyż Barbakan był tak doskonały, że jego wzorzec można było wykorzystać po 350 latach, aby stworzyć równie groźny i niezdobyty fort. Jeśli zaś wejdziemy do wnętrza (dzisiaj trzeba na to uzyskać zezwolenie, gdyż w forcie mieszczą się magazyny i biura), wrażenie niedostępności jeszcze się pogłębi. Cóż z tego, gdyby nawet sforsowano wał z pierwsza linia dział? Wyniosła ściana reduty usiana jest strzelnicami, zamykanymi na okute żelazem okiennice; wewnętrzne bramy, równie okute, opatrzone są potężnymi ryglami i zasuwami; przy każdej z nich czają się w murach zdradzieckie, ukryte, ukośne strzelnice, a wewnętrzny dziedziniec - to niemal studnia-pułapka przed murami reduty. Nie, luneta była naprawdę niezdobytym fortem.

Do dzisiaj zresztą niewiele się zmieniła. Taras reduty zasłonięto jedynie zwykłym dachem, krytym papą; na bastei-kaponierze jest mały zieleniec; na tarasie wału pracownicy magazynów mają swoje ogródki działkowe; fosę i jej stok zarosły krzewy i drzewa; przed bramami przebiega ulica, reszta pozostała bez zmian. A nie, jest jeszcze coś - ale to też uzupełnienie "wojenne". Po lewej stronie bramy wbudowano w roku 1910 w narożnik szyi i barku wału potężną działobitnię - zwaną tradytorem - mającą blokować tory ówczesnego dworca Krowodrza.

Taka jest więc Luneta Warszawska, wspaniale dzieło forteczne, zachowane, na szczęście jako jedno z nielicznych - w niemal nienaruszonym stanie. Gorzej powiodło się drugiej lunecie Grzegórzeckiej.


tekst: Jan Piwowoński - Mury, które broniły Krakowa


fot. archiw.

GALERIA



Stronghold ™ All Rights Reserved © 2013