Krakowskie fortyfikacje
Twierdza Kraków
 
 
Menu
   HOME
   FORTY
   CIEKAWE ARTYKUŁY
   HISTORIA FORTÓW
   GALERIA
   MAPA SERWISU
   KONTAKT
   O STRONIE
   LINKI


 

autor: Ryszard Terlecki - Tygodnik Powszechny

Antoni Stawarz, porucznik austriackiego 57. pułku piechoty, miał 29 lat, kiedy - jak napisał generał i historyk Marian Kukiel - "zrobił to, co Wysocki w Noc Listopadową, a zrobił szczęśliwie".

Andrzej Potocki, namiestnik Galicji, 12 kwietnia 1908 roku postrzelony przez ukraińskiego studenta, zdążył powiedzieć przed śmiercią: "Telegrafujcie cesarzowi, że byłem jego wiernym sługą". Nie był to testament kolaboranta, zaprzańca narodowej sprawy. Mieszkańcy Galicji mieli uzasadnione powody, by darzyć wiedeńskiego monarchę wdzięcznością i przywiązaniem. Austriacki zabór - jako jedyny - mógł podtrzymywać i pielęgnować polskie aspiracje i nadzieje. Jak wiele musiało się zmienić, skoro po upływie dziesięciu lat nikt już w Galicji nie żałował ani cesarza, ani upadającej monarchii?

Tocząca się wojna sprawiała, że stopniowo ubywało galicyjskich lojalistów. Bieda, braki w zaopatrzeniu, rzucająca się w oczy słabość austro-węgierskiej armii, a przede wszystkim straty ponoszone na frontach i wiadomości o kolejnych ofiarach, poległych za cesarza gdzieś we Włoszech czy na Bałkanach, osłabiały budowane od półwiecza poczucie wspólnoty wśród habsburskich poddanych. Wczesną wiosną 1918 przez całą Galicję przetoczyła się fala demonstracji i protestów, wywołana odstąpieniem guberni chełmskiej Ukraińskiej Republice Ludowej. Autorytet władz polskich, ale działających z nadania państw centralnych, malał z dnia na dzień. Coraz powszechniejsze było przekonanie, że odrodzenie całkowicie niepodległej Polski jest kwestią najbliższych miesięcy. Rozumieli to nawet galicyjscy konserwatyści, zalecający jedynie opanowanie i cierpliwe wyczekiwanie na pomyślny rozwój wydarzeń.

Nie rozumiały jednak tego rządy Austro-Węgier i Niemiec. Jeszcze we wrześniu 1918 roku, gdy w Berlinie i Wiedniu wiedziano już, że wojna jest przegrana, prowadzone były rokowania w sprawie polskiej, w których oba niegdysiejsze mocarstwa łudziły się nadzieją zachowania na przyszłość przynajmniej części polskich zdobyczy. Jeszcze na początku października austriaccy politycy roili o możliwości zawarcia polsko-austriackiej unii, chociaż nie było już widać żadnych partnerów do poważnej dyskusji na ten temat. Polscy posłowie w austriackim parlamencie zebrali się 15 października i oświadczyli, że wyrażając "niewzruszoną wolę wszystkich warstw ludności kraju", uważają się odtąd za "obywateli wolnego, zjednoczonego i niezawisłego państwa polskiego". Był to już koniec wielonarodowej monarchii.

Cesarz Karol próbował ratować koronę i 16 października ogłosił manifest, w którym zapowiadał powołanie państwa związkowego, gwarantującego każdej narodowości tworzenie na swym terytorium własnego organizmu politycznego. Był to gest spóźniony o lata. Już 28 października ogłoszono w Pradze o powstaniu republiki czechosłowackiej. Następnego dnia w Zagrzebiu podjęto decyzję o utworzeniu państwa Serbów i południowych Słowian. W Wiedniu z godziny na godzinę podobnych wiadomości oczekiwano ze Lwowa i Krakowa.
Paradoks sprawił, że właśnie w tej części Polski, która od dziesięcioleci cieszyła się polityczną autonomią i wolnością narodowej kultury, najwcześniej obalono ustanowiony przez zaborców porządek. Przygotowania trwały od kilku miesięcy, a ich rezultatem stało się powołanie 27 października w Krakowie Polskiej Komisji Likwidacyjnej, złożonej z przedstawicieli galicyjskich stronnictw. Komisja postawiła sobie za cel przejęcie administracji w całym zaborze, ale z konieczności jej pierwszym zajęciem stało się przeciwdziałanie ewakuacji wojskowych i cywilnych magazynów przez szykujących się do wyjazdu Austriaków.
Jednak władza Komisji w gruncie rzeczy pozostawała na papierze. W rzeczywistości rządzili austriaccy dowódcy, nadal poczuwający się do odpowiedzialności nie tylko za podległe im oddziały, ale także za tereny, na których oddziały te stacjonowały, a także za drogi ewentualnego odwrotu. Na razie dowódcy ci ekspediowali na południe pociągi załadowane wszelkiego rodzaju wojskowym dobytkiem: bronią, amunicją, mundurami, naftą, końmi, zbożem. Polscy kolejarze usiłowali ruch tych pociągów utrudniać i opóźniać, ale traktowani brutalnie przez wojsko, zmuszeni byli ustępować wobec gróźb i fizycznej przemocy.

Czekanie, aż Austriacy sami usuną się z Krakowa, mogło okazać się bardzo kosztowne. Wprawdzie przejęcia władzy siłą i przyspieszenia wyjazdu zaborców podjął się były legionista, pułkownik Bolesław Roja, jednak konspiracja legionowa oraz związana z nią Polska Organizacja Wojskowa nie były w Galicji zbyt silne, a już szczególnie w Krakowie nie dysponowały ani odpowiednimi kadrami, ani wystarczającą ilością broni. W czasie gdy trwały gorączkowe narady zawodowych polityków i domorosłych konspiratorów, a przejęci swoją misją kurierzy biegali z zebrania na zebranie, w Podgórzu, w austriackich koszarach, jeden przedsiębiorczy oficer na własną rękę podjął decyzję o opanowaniu pierwszego skrawka terytorium przyszłego niepodległego państwa.
Antoni Stawarz, porucznik austriackiego 57. pułku piechoty, miał 29 lat, kiedy – jak napisał generał i historyk Marian Kukiel – "zrobił to, co Wysocki w Noc Listopadową, a zrobił szczęśliwie". Urodzony w Tuchowie, syn dróżnika kolejowego, uczestnik szkolnych organizacji niepodległościowych, w 1910 roku zdał maturę w gimnazjum w Nowym Sączu i odbył roczną służbę wojskową w Grazu. Przeniesiony do rezerwy, rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, a równocześnie odbywał praktykę w kancelariach adwokackich w Bieczu i Głogowie. Zmobilizowany po wybuchu wojny, walczył m.in. w Serbii. W końcu sierpnia 1918 roku znalazł się w Krakowie jako dowódca plutonu ciężkich karabinów maszynowych w batalionie asystencyjnym 93. pułku piechoty. Kwaterował wówczas w koszarach austriackiej artylerii przy ulicy Kalwaryjskiej (w miejscu dzisiejszej hali "Korony").

Od chwili przyjazdu do Krakowa rozpoczął rozmowy z polskimi oficerami i żołnierzami, służącymi w jego i innych austriackich jednostkach. Przekonywał ich do potrzeby wystąpienia przeciwko zaborcom tak, aby Kraków nie zawdzięczał wolności obcej łasce, ale odwadze i ofiarności polskich żołnierzy. W krótkim czasie jego sprzysiężenie liczyło już około 400 ludzi; porozumiał się również z grupą kolejarzy ze stacji w Płaszowie, a za ich pośrednictwem z dezerterami, ukrywającymi się w Prokocimiu. Nawiązał też kontakt z organizacją pułkownika Roji, ale zniechęciło go bierne wyczekiwanie na rozwój wydarzeń. Jak sam napisał we wspomnieniach, wydanych tuż przed II wojną światową, decyzję o rozpoczęciu zbrojnej akcji podjął, gdy dowiedział się o czeskiej deklaracji niepodległości. "Ogarnął mnie wstyd. Czesi nas ubiegli".
Grupa najbliższych współpracowników Stawarza spotkała się w środę 30 października i postanowiła nazajutrz podjąć próbę opanowania miasta. Wieczorem Stawarz zjawił się na stacji kolejowej w Płaszowie, skąd - dzięki pomocy zmówionych wcześniej kolejarzy - rozesłał depeszę do wszystkich większych placówek kolejowych w Galicji. Podobnie jak Piłsudski w 1914 roku powołał się na nie istniejący rząd narodowy, tak teraz Stawarz powtórzył fortel Komendanta. Depesza, która informowała o dokonanym już przewrocie w Krakowie oraz o powstaniu polskiego rządu, nakazywała równocześnie wstrzymanie wszelkich transportów, zmierzających ku granicy i skierowaniu ich z powrotem do Krakowa.

Następnego dnia o świcie Stawarz opanował koszary na Kalwaryjskiej, rozbrajając i chwilowo internując kilkuset żołnierzy austriackich. Dokonali tego spiskowcy oraz pozostali żołnierze Polacy, którzy spontanicznie włączyli się do akcji. Do Polaków przyłączyła się również liczna grupa Czechów.
Niemal równocześnie przejęto pozostałe budynki wojskowe w Podgórzu. Na Rynku Podgórskim uformowano dwie kolumny wojska, które wyruszyły na drugą stronę Wisły i odbyły triumfalny przemarsz przez Kraków. Jeszcze przed południem przejęto wartę na odwachu pod wieżą ratusza na Rynku Głównym. Zgromadzona publiczność entuzjastycznie witała wywieszenie biało-czerwonej flagi.

W czasie gdy odbywał się przewrót, trwały pertraktacje z władzami 12-tysięcznego garnizonu austriackiego, prowadzone przez Polską Komisję Likwidacyjną. Generał Benigni nie chciał zgodzić się ani na oddanie władzy w Krakowie, ani na przekazanie Polakom wojskowych magazynów. Jednak wydarzenia na ulicach sprawiły, że dalsze pertraktacje stały się bezprzedmiotowe. Wczesnym popołudniem 31 października Austriacy podpisali dokument, przekazujący Polskiej Komisji Likwidacyjnej władzę w mieście.
Przewrót odbył się bez rozlewu krwi. Jeżeli strzelano tego dnia w Krakowie, to raczej na wiwat niż z rzeczywistej potrzeby. Wieczorem i następnego dnia rano obsadzono około setki obiektów wojskowych, w tym forty twierdzy Kraków i ponad 50 magazynów. Na bocznicach kolejowych otoczono wartami kilkanaście pociągów, przygotowanych już do wyjazdu. Nie obyło się bez prób rabunków, ponadto część wart po kilku godzinach po prostu rozbiegła się i rozjechała do domów. Trzeba było w ich miejsce wysyłać uzbrojone naprędce patrole cywilów.
Tego samego dnia (a w Tarnowie nawet o parę godzin wcześniej, bo już w nocy z 30 na 31 października) scenariusz podobny jak w Krakowie powtórzył się m.in. w Rzeszowie i Oświęcimiu. W Nowym Sączu doszło do krótkotrwałych walk, zakończonych 1 listopada przejęciem miasta. Natomiast we Lwowie polskie przygotowania uprzedzili Ukraińcy, w nocy z 31 października na 1 listopada obsadzając miasto swoimi oddziałami. Rozpoczęła się dramatyczna obrona polskiego Lwowa, trwająca aż do wiosny następnego roku.
Uwolnienie większej części Galicji spowodowało zamknięcie w pułapce okupacyjnych wojsk austriackich na Lubelszczyźnie i w południowej części Kongresówki. Ułatwiło to rozbrojenie Austriaków i opanowanie Lublina, Sandomierza, Kielc, Radomia. Miało też wpływ na rozwój wypadków w Warszawie, gdzie 10 i 11 listopada nastąpiła likwidacja okupacji niemieckiej.
Porucznik Stawarz uruchomił łańcuch zdarzeń, którego rezultatem było powstanie Drugiej Rzeczypospolitej. Być może gdyby nie on, wszystko potoczyłoby się podobnie, ale nie można też odmówić mu roli trudnej do przecenienia. Po wojnie, awansowany na kapitana, służył w 57. pułku piechoty w Tarnowie. W 1926 roku opowiedział się przeciw majowemu zamachowi Piłsudskiego, za co został przeniesiony do Baranowicz, a w 1929 roku w stan spoczynku. W 1935 roku wrócił do Krakowa i pracował w Zarządzie Miejskim, a w czasie II wojny światowej należał do Armii Krajowej. Zmarł 19 października 1955 roku i został pochowany na cmentarzu Rakowickim. Dziś jedna z bocznych uliczek na krakowskim Podgórzu nosi jego imię.
Chociaż o Stawarzu wiemy stosunkowo dużo, takich jak on, mniej lub bardziej znanych uczestników przywracania niepodległości, były tysiące, dziesiątki, może setki tysięcy. Polscy żołnierze i oficerowie zaborczych armii, którzy nie mieli wątpliwości, po której stronie opowiedzieć się w dniach przełomu. Konspiratorzy POW i dziesiątków innych spiskowych organizacji. Studenci, gimnazjaliści i młodzi robotnicy, którzy na ulicach miast i miasteczek rozbrajali Austriaków i Niemców. Urzędnicy, którzy zdejmowali zaborcze godła, nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy wygłaszali swoim uczniom płomienne orędzia wolnej Polski. Mieszczanie i chłopi, którzy wstępowali do polskiego wojska, bo terytorium odradzającego się państwa sięgało tam, dokąd sięgały bagnety jego obrońców.
Ta nigdy nie przeliczona rzesza, która brała udział w odzyskiwaniu swojej suwerenności, miała do końca życia poczucie uczestnictwa w wydarzeniach wielkich i podniosłych. Polska swojej niepodległości nie zawdzięczała żmudnie negocjowanym umowom, traktatom zawieranym z łaski zaborców, poufnym porozumieniom, wytyczającym granice kompromisów. Zawdzięczała ją niezłomnej wierności tych wszystkich, którzy z wypełnienia obywatelskich powinności nigdy nie czuli się zwolnieni.

Może właśnie to poczucie uczestnictwa, łączące Polaków, tłumaczy determinację okazaną w 1920, 1939 i 1944 roku? Wolność okazuje się tym cenniejsza, im więcej trzeba za nią płacić własnym wysiłkiem, odwagą i poświęceniem.


Stronghold ™ All Rights Reserved © 2013