Krakowskie fortyfikacje
Twierdza Kraków
 
 
Menu
   HOME
   FORTY
   CIEKAWE ARTYKUŁY
   HISTORIA FORTÓW
   GALERIA
   MAPA SERWISU
   KONTAKT
   O STRONIE
   LINKI


 

autor: Jadwiga Środulska-Wielgus - Krzysztof Wielgus

Viribus Unitis - znaczy wspólnymi siłami. To łacińskie hasło było dewizą monarchii austro-węgierskiej, miało oznaczać jedność i wspólnotę interesów narodów zgromadzonych wokół tronu najjaśniejszego pana. (Jak się zresztą okazało w 1918 roku, należało do tak zwanych "pobożnych życzeń"). "Viribus Unitis" - było to również imię wielkiego austriackiego pancernika, działającego na Adriatyku w czasie I wojny światowej. Dziś jednak zajmiemy się losami innego "pancernika", bazującego nie w odległej Poli, lecz w podkrakowskich Kosocicach.
rys. K. Wielgus


Stoimy na wzgórzu Kaim nad Bieżanowem. Na wysokości 272 metrów wznosi się tu duży obelisk, dobrze widoczny z okien pociągów, kursujących do Wieliczki. Obelisk ten, postawiony przez mocarstwa centralne, upamiętnia odparcie wojsk rosyjskich spod Krakowa, które miało miejsce w grudniu 1914 roku. Uważa się, że wzgórze Kaim było najdalej na zachód wysuniętą placówką Rosjan, z której ostrzeliwali oni twierdzę. W rzeczywistości wojska rosyjskie przesunęły się zapewne jeszcze dalej, jednak odchylając ku południowi od zasadniczego kierunku ataku, którym był Trakt Lwowski.
Przypomnijmy bieg wypadków: pierwsza próba ataku na Twierdzę Kraków nie powiodła się. W dniu 22 listopada 1914 roku 18 batalionów i ponad 100 dział artylerii fortecznej odrzuca Rosjan od północno-wschodniego VI Obszaru Warownego twierdzy. Niebezpieczeństwo, zagrażające od strony Proszowic, Kocmyrzowa i Wawrzeńczyc zostaje zażegnane. Nie mijają dwa tygodnie i wojska rosyjskie znów zbliżają się do wrót twierdzy. Rozpoznanie lotnicze przynosi wiadomość: XXI Korpus gen. Radko Dymitriewa pełznie w kierunku Wieliczki. Zamierzenia zdolnego dowódcy, jakim był Dymitriew, stają się jasne: znając zapewne z grubsza lokalizację fortów krakowskich (nie ucichły jeszcze echa szpiegowskiej afery płk. Redla), będzie się starał prześliznąć do twierdzy przez najsłabiej ufortyfikowany, północny skraj VII Obszaru Warownego.
Atak po osi Traktu Lwowskiego, biegnącego skrajem wzgórz Bieżanowa, Prokocimia a mokradłami Wisły dawał szansę powodzenia. Austriacy licząc na wielkie trudności terenowe pozostawili pomiędzy fortem 50 "Prokocim" a małą, nadrzeczną "Lasówką" 50a duże; pięciokilometrowe międzypole. Jednakże obrona tego odcinka nie spoczywała wyłącznie na barkach załóg wymienionych fortów. O powodzeniu (lub porażce) ataku na twierdzę decydowało unieszkodliwienie silnie ufortyfikowanej linii obrony na wzgórzach Kosocic i Rajska. Bez tego niezbędnego warunku wpychanie wojsk pomiędzy górujące forty VII Obszaru Warownego a Wisłę byłoby przysłowiowym kładzeniem głowy pod topór.
Zrozumiała się staje teraz zaciekłość, z jaką Rosjanie ostrzeliwali forty kosocickie, tkwiące niby żelazny rygiel w bramie do twierdzy, którą była Pradolina Wisły. Zespół 50 1/2 O,W "Kosocice". (a także 52 1/2 N,S "Skotniki") powstał pod koniec pierwszej, "pancernej" fazy rozbudowy twierdzy tj. po 1896 roku. Wspomniana skomplikowana rzeźba terenu, połączona z koniecznością kontrolowania dużego obszaru (a może i obawa przed gigantycznymi kosztami) była zapewne powodem zrezygnowania z budowy w tych miejscach pancernych kolosów - typu "Dłubni" 49a czy "Węgrzec" 47a. Austriacy posiadali już wówczas opracowany, sprawdzony typ małego fortu pancernego, używany do uzupełnień międzypól wokół starych fortów artyleryjskich. Dlatego też użyli go, po niewielkich adaptacjach do tworzenia dwufortowych zespołów. Tym sposobem, zamiast ogromnych pojedynczych fortów głównych zaopatrzonych w 8 dużych i 3 małe wieże pancerne, w Kosocicach i Skotnikach powstały po dwa forty, reprezentujące niewiele mniejszą siłę, przy lepszym pokryciu terenu ogniem i mniejszych trudnościach technologicznych, związanych z budową. Można zaryzykować twierdzenie, że bliźniacze forty w Kosocicach i Skotnikach były rozwiązaniem nowocześniejszym niż imponujące "lądowe pancerniki" Maurycego von Brunnera. Upewni nas w tym wizyta na wschodnim froncie kosocickim, 50 1/2 Ost zwanym też "Fortem Barycz" (niestety, w rzeczywistości wizyta taka jest możliwa tylko od zewnątrz, gdyż fort jest niedostępny).

W odróżnieniu od swego zachodniego towarzysza (fortu 50 1/2 West) będącego typowym małym "werkiem" z fosą o stoku spłaszczonym i trzema wieżami pancernymi na koszarach, fort wschodni posiada głęboką fosę i cały asortyment elementów obrony dalekiej i bliskiej, z imponującym nagromadzeniem środków, pozwalających na prowadzenie ognia bocznego (tradytorowego). Środkiem dalekiej obrony fortu były cztery artyleryjskie wieże pancerne Skody. Mogły one strzelać ku przedpolu, jednak ich ogień, prowadzony w kierunku północnym mógł być mało skuteczny z racji nierównego terenu, pociętego głębokimi jarami. Ażeby uzyskać zabezpieczenie i tego kłopotliwego międzypola, przy stosunkowo niewielkiej rozbudowie fortu dokonano olbrzymich prac ziemnych, modelując w zboczu równie ogniowe. Są to rodzaje płytkich, dokładnie wyprofilowanych wykopów o kątach nachylenia i rozwarcia skarp dostosowanych ściśle do sektorów ognia dział karabinów maszynowych, ukrytych w opancerzonych kazamatach fortu. Kazamaty te - kaponiery i tradytory, ukryte głęboko w załamaniach fos, pod grubymi stropami stalobetonowymi i nasypami przeciwstoku, miały możliwość wglądu w przedpole w zakresie wąskiego kąta, określonego równią ogniową. Jednak ten wąski kąt, całkowicie kontrolowany ogniem, stawał się decydującym atutem w chwili próby forsowania międzypól przez piechotą nieprzyjaciela.
Był to rodzaj "bicza bożego", siekącego nagle, z najmniej oczekiwanego kierunku. W dodatku punkty ogniowe, osłonięte pancernymi tarczami, niewidoczne do ostatniej chwili i nieosiągalne bezpośrednim strzałem były niezwykle trudne do uciszenia. Dlatego też w latach poprzedzających wybuch II wojny światowej, kiedy zniknęły już pancerne i artyleryskie forty - pamiątką po nich pozostały tradytory - samodzielne budowle w Linii Maginota, Zygfryda, Metaksasa, czy naszych fortyfikacjach Węgierskiej Górki.
A forty kosocickie? Pozostały rzadkim zabytkiem fortecznej inżynierii, zadziwiającym przedziwną symbiozą niewielkich w sumie budowli i ogromnych założeń terenowych. Aż żal, że współczesne budownictwo mieszkaniowe, które przejęło od XIX-wiecznej architektury obronnej beton, zbrojarkę, wentylację, koordynację modularną (i wiele innych nowinek technicznych - a czasami i ponurość formy) - zaparło się dwóch najcenniejszych cech. Solidności wykonania i ogromnej precyzji (a może kultury?) formowania i budowania w krajobrazie.

Na koniec dwie ciekawostki, związane ze wschodnim kosocickim fortem. Otóż można go nazwać poniekąd "kolebką polskich eksperymentów rakietowych". Przed ponad dwudziestu laty właśnie tam wykonywano próby silników polskich rakiet meteorologicznych, głośnych niegdyś "Meteorów".
Fort 50 1/2 O mogący w dziedzinie nowoczesności rozwiązań śmiało konkurować z "Grębałowem" Maurycego von Brunnera był projektowany przez Polaka - inżyniera Gołogórskiego. Jest to jeszcze jeden polski akcent krakowskiej twierdzy - budowanej niegdyś "wspólnymi siłami", później wspólnymi siłami niszczonej.


Stronghold ™ All Rights Reserved © 2013