Krakowskie fortyfikacje
Twierdza Kraków
 
 
Menu
   HOME
   FORTY
   CIEKAWE ARTYKUŁY
   HISTORIA FORTÓW
   GALERIA
   MAPA SERWISU
   KONTAKT
   O STRONIE
   LINKI


 

autor: Piotr Hapanowicz - Dziennik Polski 11 czerwca 2006

Wojna, która się sroży już rok trzeci i to głównie na naszych ziemiach, pociągnęła za sobą mnóstwo ofiar w ludziach.

Gdy pierwszym poświęcamy żałosne wspomnienie, wielbiąc ich męstwo i ofiarność, tem serdeczniej natomiast zająć się musimy losem drugich, by nie stali się ciężarem społeczeństwa, ale znaleźli po wojnie zajęcie umożliwiające im zarobienie sobie uczciwie na kawałek chleba. Tak w styczniu 1917 r. pisały krakowskie ''Nowości Ilustrowane''.

Rzeczywiście nowoczesna wojna, jaką niewątpliwie były działania trwającego właśnie europejskiego konfliktu, przyniosła niespodziewaną liczbę zabitych i rannych. Masowe armie, jakie w sierpniu 1914 r. wyruszyły na front, szybko spłynęły krwią, a z pól bitew podniesiono tysiące okaleczonych. Żołnierz - kaleka powróciwszy z frontu dostaje się do szpitala, gdzie poddanym zostaje gruntownemu leczeniu. Jeżeli się okaże koniecznem odjęcie którejś z kończyn, czy to ręki, czy nogi, zastępuje się je członkami sztucznymi, czyli tak zwanymi protezami. Z początku, jak zapewniają sami inwalidzi, trudno się jest obejść bez brakującej części ciała, z czasem przecież przez ciągłe ćwiczenia tak się można sztuczną ręką lub nogą posługiwać, że nikt nie wiedzący o tym nie pozna, że to kawałek martwego drzewa lub żelaza, nie żywego ciała - wyjaśniała gazeta.

By zatem pomóc świeżym inwalidom, działający na terenie monarchii austro - węgierskiej Komitet Opieki Wojennej nad Inwalidami założył w całym kraju sieć szkół fachowych. Szkoły miały przysposabiać żołnierzy inwalidów do wykonywania w przyszłości praktycznego zawodu w miarę ich zdolności umysłowych i fizycznych. Jeżeli wierzyć prasowej relacji, szkoły te rozwijały się nadzwyczaj pomyślnie. Władze wojskowe nie szczędziły funduszy na ich uposażenie. W parze z tym szła dobroczynność społeczeństwa spieszącego w miarę możliwości z wydatną pomocą materialną i moralną. Kierownicy i komendanci szkół pracują z poświęceniem dla dobra nieszczęśliwych, a ci, niedawno żołnierze, dziś uczniowie, z wzorową pilnością i gorliwością przyswajają sobie najróżnorodniejsze wiadomości, by z nich w późniejszym życiu praktycznie skorzystać. Największa i najlepiej wyposażona szkoła inwalidów działała w Budapeszcie. Podobną, choć oczywiście mniejszą, c.k. szkołę dla żołnierzy inwalidów wojennych założono w Krakowie. Jej oddział przemysłowy mieścił się przy ul. Smoleńsk 9, a jego zadaniem było kształcenie byłych żołnierzy do praktycznego zawodu w rozmaitych kategoriach rękodzieła i przemysłu. Pomieszczenia oddziału przemysłowego mieściły się częściowo w budynku miejskiego Muzeum Techniczno - Przemysłowego (uczniowie korzystali tam z urządzeń maszynowo - technicznych), częściowo zaś w sąsiedniej Szkole im. Jana Kantego.

W 1917 r. oddział przemysłowy obejmował szesnaście następujących działów rękodzielniczych zorganizowanych w formie warsztatów: szewski, krawiecki, stolarski, ślusarski, kowalski, stelmarski, zegarmistrzowski, koszykarski, bednarski, introligatorski, drukarski, cyzelerski, tokarski, snycerski, szczotkarski i fryzjerski. W ramach szkoły działał także warsztat wyrabiający protezy dla okaleczonych w walkach żołnierzy. Do oddziału przemysłowego przyjmowani byli inwalidzi, którzy wcześniej pracowali w zawodach przemysłowych, a po odniesieniu ran i nabyciu inwalidztwa nie mogli ich już więcej wykonywać. W szkole uczono ich zatem nowego fachu, odpowiedniego do ich zdatności fizycznej. Drugą kategorią przyjmowanych do szkoły byli inwalidzi, którzy nie mając żadnego zabezpieczenia majątkowego chcieli nauczyć się nowego zawodu związanego z techniką. Nauka w oddziale przemysłowym obejmowała teorię i praktykę. Nauczycielami byli zawodowi werkmistrze z rozmaitych zawodów przemysłowych przydzieleni przez komendę wojskową do szkoły. Ponadto uczniów analfabetów uczono także pisania i czytania. Kierownikiem technicznym oddziału przemysłowego był inżynier Eugeniusz Tor, komendantem wojskowym nadporucznik Stanisław Piotrowski. By ukazać społeczeństwu rolę szkoły, a także efekty nauczania organizowano wystawy jej dorobku. Wystawę taką urządzono m. in. w marcu 1917 r. Sale Muzeum Techniczno - Przemysłowego wypełniły się wtedy wyrobami powstałymi w szkolnych warsztatach. Były tam zatem produkty z zakresu ślusarstwa i stolarstwa budowlanego, oddział cyzelerski zaprezentował naczynia, kubki, popielniczki, przyrządy kościelne: kielichy, kadzielnice i lampy. Inną salę zajął oddział drzewny, gdzie umieszczono wyroby tokarskie i rzeżby, w tym w trzech charakterystycznych typach: zakopiańskim (kredens), huculskim (skrzynia) i rumuńskim (krzyż). Dalej znajdowały się wyroby stolarskie białe i politurowane (szafki, stoły). Obok stolarstwa prezentował się bogato oddział koszykarski, gdzie oprócz wyrobów zwykłych, takich jak kosze podróżne i targowe, znalazły się wyroby koszykarskie galanteryjne z trzciny, prętów struganych i traw. W następnej sali prezentowano oddział introligatorski i drukarski oraz rysunki. Były tam bogate, artystyczne oprawy książek, albumy, oprawy zwykłe, druki, druki kolorowe (pastorałki, kartki pocztowe). Osobną salę zajmowało krawiectwo męskie i damskie oraz szewstwo. Można było tam obejrzeć duży wybór garniturów męskich, kostiumów damskich, mundurów wojskowych i ubrań dziecięcych. W oddziale szewskim wystawiono roboty cholewkarskie, roboty próbne z różnych materyałów, następnie ze skóry, a dalej gotowe wyroby od najprostszych do eleganckiego obuwia, tak damskiego, jak męskiego. Ostatnią salkę przeznaczono na bednarstwo i szczotkarstwo, jako że ten oddział był najmłodszym warsztatem w szkole. Szczotkarze zaprezentowali gamę szczotek przeznaczonych do różnych rzeczy - ubrań, mebli, kapeluszy.

Krakowska szkoła dzięki umiejętnemu kierownictwu przełożonych i pilności uczniów rozwijała się bardzo dobrze. Wysokie osobistości, które ją wizytowały i miały okazję przekonać się o postępach elewów, z dużym uznaniem wyrażały się o jej prowadzeniu i urządzeniu mogącym służyć za wzór podobnym instytucjom humanitarnym. Nie ulega kwestyi, że i ogół popiera wydatnie starania inicyatorów, przyczyniając się w ten sposób do przysporzenia naszemu społeczeństwu pożytecznych i pracowitych jednostek. Zapewnienie im na stare lata bodaj jednego takiego spokojnego bytu to nasz święty obowiązek, od którego nikt usuwać się nie powinien i nie może - pisały ''Nowości Ilustrowane''

 


Stronghold ™ All Rights Reserved © 2013