Krakowskie fortyfikacje
Twierdza Kraków
 
 
Menu
   HOME
   FORTY
   CIEKAWE ARTYKUŁY
   HISTORIA FORTÓW
   GALERIA
   MAPA SERWISU
   KONTAKT
   O STRONIE
   LINKI


 

autor: Andrzej Zaręba. Gazeta Wyborcza - 7 października 2004 r.

Twierdza Kraków powinna być szansą turystyczną dla miasta. Na razie jednak jest wyłącznie problemem. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku zabytkowych obiektów twierdzy trzeba połączyć kilka mniej lub bardziej sprzecznych ze sobą celów.

Forty jako zabytki techniki są elementem dziedzictwa cywilizacyjnego i kulturowego, warto więc by było dążyć do pieczołowitego odtworzenia stanu z okresu ich świetności. Ideałem radykalnych miłośników historii byłaby detaliczna rekonstrukcja - ustawienie artylerii na pozycjach, opasanie wałów kolczastym drutem i wywieszenie czarno-żółtej flagi na koszarach. Ten maksymalistyczny postulat wydaje się niemożliwy do spełnienia, choć przecież w Europie Zachodniej przywraca się zabytki do stanu pierwotnej użyteczności, przynajmniej w takim stopniu, w jakim jest to możliwe. Na przykład na obiektach Linii Maginota wielką turystyczną atrakcję stanowi czynne (choć oczywiście nieużywane) uzbrojenie obiektów. Działają generatory prądu, w schronach żołnierzy ustawiono łóżka. Wszystko sprawia wrażenie, jakby przed chwilą skończyło się pogotowie bojowe, a żołnierze wyszli na papierosa. W Belgii obiekty takie Eben-Emael, Aubin-Neufchateau czy Loncin, traktowane jako narodowe pamiątki, są pod opieką i nadzorem grup wolontariuszy. Członkowie tych stowarzyszeń pełnią rolę konserwatorów zabytków, przewodników kwalifikowanych i stróżów obiektów. Ich działalność obejmuje też prace studialne i naukowe dotyczące historii lokalnej, historii militarnej i historii architektury. Stowarzyszenia współpracują z lokalnymi społecznościami, prowadzą wykłady i popularyzują turystykę lokalną. Należy podkreślić, że obszar Belgii, o którym tutaj mowa - Limburgia - nie należy do najatrakcyjniejszych miejsc w Europie. Jego wielkim atutem są właśnie obiekty architektury obronnej i bogata historia.

Biotop
Radykalne przywracanie dawnego wyglądu fortów wiązałoby się z koniecznością wycinki roślin z fos i stropów. Tymczasem po bez mała osiemdziesięciu latach od skasowania twierdzy forty stały się swego rodzaju rezerwatami przyrody. Roślinność twierdzy to wspaniały świat, biotop wart ochrony i troski. Szkoda byłoby ten świat całkowicie stracić. Pierwotnie roślinność służyła do maskowania obiektów twierdzy. Nasadzano wszelakie gatunki roślin utrudniających obserwację obiektów przez wrogie armie. To zjawisko fascynujące - fortyfikacja, którą upływający czas zmienił w park czy wręcz dziki ogród, z jego zależnościami fauny i flory, mieszkańcami, jakich w mieście już się raczej nie spotyka - ropuchami szarymi i paskówkami, puszczykami i jastrzębiami, zaskrońcami, żabami trawnymi, a nawet sarnami i lisami. O zieleni jednak rzadko się wspomina przy okazji dyskusji o twierdzy i jej dziedzictwie, a jest to rzecz niezwykle istotna. Terenów zielonych ubywa i nietrudno sobie wyobrazić nadejście chwili, kiedy każdy kawałek trawy będzie na wagę złota. Dlatego umiejętne połączenie zabytku architektury i rezerwatu przyrody jest ważne i konieczne. Stwarza to także korzystną sytuację, jeśli chodzi o odbiór społeczny. Można mieć w nosie austriackie forty, lecz ich parkowa roślinność jest nam wszystkim potrzebna dla zachowania zdrowia psychicznego.

Ekonomia
Nie sposób odmówić pewnej racji twierdzeniom, że miasta nie stać na utrzymywanie bezpańskich obiektów i dlatego powinno się znaleźć komercyjnego inwestora, który obiekt zamieni na przykład w hotel. Adaptacja może teoretycznie zakończyć się sukcesem, lecz nie wolno zapomnieć o ewidentnych wpadkach. Przykładem choćby fort Kościuszko i szumne plany Radia RMF. Wyszło jak zawsze. Obiekt, mimo że użytkowany przez niewątpliwie bogatego inwestora, niewiele skorzystał na tej dzierżawie, popadając w jeszcze większą ruinę. Jak podkreśla dr Krzysztof Wielgus z Politechniki Krakowskiej, komercyjne adaptacje fortów są dużo trudniejsze, niż się na ogół wydaje. Niejeden nawet bardzo pozytywnie nastawiony inwestor połamał sobie na fortach zęby, ponieważ mimo pozornie rozległej kubatury, mają one na przykład bardzo nielogiczny z naszego punktu widzenia podział wnętrz. Nic w tym zresztą dziwnego, bo budowle te służyły ochronie przed ogniem artyleryjskim, a nie wygodzie hotelowych gości. Tak naprawdę do utrzymania obiektów fortecznych w stanie równowagi nie potrzeba wiele pieniędzy, na co od lat zwracali uwagę historycy architektury - prof. Janusz Bogdanowski czy prof. Miniewicz. Trzeba po prostu na bieżąco opiekować się obiektem. Z całą pewnością wiele budowli wymaga ratunku, wręcz kapitalnych remontów. Często zresztą trzeba wtedy wydać pieniądze na naprawę tego, co nieświadomie wcześniej zostało zniszczone: na przykład przez zatykanie szybów wentylacyjnych, zrywanie powierzchni dachowych, zatykanie drenów. Są jednak budowle w stanie względnie dobrym, do tych należą Tonie, gdzie wystarczy kontrolować zarastanie roślinności, pilnować bieżących napraw, a obiekt odwdzięczy się żywotnością.

Dobro wspólne
Forty, będące mieniem komunalnym, powinny przede wszystkim służyć lokalnej społeczności. Dlatego właśnie pojawiają się wątpliwości co do prób sprzedaży obiektów inwestorom komercyjnym. Zmieniło się nastawienie do architektury użytkowej. Zaczęto cenić jej wartość, choćby z racji konieczności zachowania pamięci o cywilizacji europejskiej. Dowodem jest projekt wciągnięcia obiektów fortyfikacyjnych w Europie Środkowej na listę UNESCO. Dlatego warto ustrzec się przed ich pochopną komercjalizacją, gdyż ewentualne zmiany w strukturze budowli mogą być nieodwracalne. Przykładów do naśladowania dostarczają kraje takie, jak Belgia, Francja czy Niemcy. Ochronie podlega wiele historycznych miejsc - na przykład pole bitwy pod Verdun z samym miastem i fortami, pole bitwy na Sommą, Ypres i Waterloo, forty Alexisa Brialmonta wokół Liege, fortyfikacje miejskie Maastricht czy obiekty Linii Maginota, żeby wymienić kilka najbardziej znanych. Kraje europejskie chronią swoją przestrzeń zabytkową na ogół dużo surowiej niż to się u nas przedstawia. Przepisy ochrony krajobrazu i zabytków są na przykład w Holandii wręcz drakońskie. Dlatego właśnie Holandia jest ładna, a Polska nie bardzo. Ochronie krajobrazu nie podlegają za to południowe Włochy. W latach 70. postanowiono uprzemysłowić ten bardzo zaniedbany region za wszelką cenę. Budowano fabryki, przenoszono inwestycje - wszystko w nadziei, że ludzie dostaną jakąkolwiek pracę. Efekt jest mizerny. Cenę zapłacił w pierwszej kolejności krajobraz, przyroda i zabytki (czyli w istocie cała tak zwana "jakość życia"). Południe ma nadal negatywne konotacje, ludzie uciekają do porządnych, pięknych miast na północy. Krajobrazu w ich ojczyźnie już jednak nikt im nie zwróci. Żałosne efekty tych inwestycji widać co krok od Apuglii po Kalabrię.

Rozwiązanie węzła sprzeczności
Jak widać z tej krótkiej próby analizy - problem jest poważny. Mam przekonanie, że względy ekonomiczne powinny ustąpić przed potrzebami przyrody, ochrony zabytku i rekonstrukcji obiektu. Ważne jest też, by forty udostępnić turystom. Postulat rewaloryzacji obiektów twierdzy i jednoczesnej ochrony przyrody stosunkowo łatwo pogodzić ze sobą. Otóż obiekty forteczne obrosły roślinnością na podobieństwo warstwy patyny. Dodaje im ona ogromnego uroku i atrakcyjności estetycznej. Ta patyna jest w pewnym sensie testem na finezję konserwatorską. Wygolenie obiektu do gołej darni i posianie na wałach trawy typu "wembley" to pomysł porównywalny z kąpielą zabytkowej karabeli w fosolu. Walory miejsca zostają zaprzepaszczone, kiedy w metodyczny sposób wytępi się chemicznymi preparatami przerośnięte kwiaty, wybujałe drzewa. Rewaloryzacja to nie naprawa traktora. Do tego potrzebna jest cierpliwość, delikatność i pewna doza kultury.
Łączenie wymienionych wcześniej pozornie sprzecznych celów jest trudne, ale możliwe. Otuchę budzi to, co dzieje się od niedawna w forcie Tonie - jednym z najciekawszych obiektów twierdzy. Fundacja Janus, która obecnie prowadzi w nim prace porządkowe, zdaje się mieć wreszcie właściwe podejście do zabytków twierdzy (choć gwoli przypomnienia - w podobny sposób postępował ongiś pan Bogumił Peschak, dzierżawca fortu w Grębałowie, dziś najlepiej odtworzonego obiektu dawnej twierdzy). Fort wedle koncepcji prezesa fundacji pana .... Leśniewicza nie będzie "przywrócony do stanu używalności", co oznacza, że zwierzęta żyjące w Toniach mogą spać spokojnie. Porządkowanie obiektu jest prowadzone z wielką ostrożnością, przez co cenna "patyna" zostaje na swoim miejscu. Już teraz, po kilku miesiącach porządkowania fortu Tonie sytuacja jest o niebo lepsza, niż była kilka lat temu. Wiele niewidocznych dotychczas, zachwaszczonych miejsc odsłoniło swoje tajemnice. Należy do nich choćby ciekawy wał piechoty ze strzelnicami albo daleka perspektywa fosy fortecznej. Prace prowadzone przy obiekcie odstraszają też amatorów bezpańskiej stali, których uaktywniła wysoka cena złomu.

W planach fundacji, która zajmuje się między innymi rewaloryzacją i kolekcjonowaniem zabytków techniki, jest przywrócenie kilku urządzeń mechanicznych fortu do stanu używalności. Fundacja zamierza w Toniach założyć muzeum militarne (w Krakowie nie ma muzeum I wojny światowej) i lapidarium zabytków techniki. Fort ma być udostępniony dla zwiedzających. Okazuje się więc, że można coś zrobić, tak jak to się robi w najlepiej zarządzanych miejscach w Europie. Trzeba tylko pozwolić działać prawdziwym pasjonatom. Czego sobie i Państwu życzę.


Stronghold ™ All Rights Reserved © 2013