Krakowskie fortyfikacje
Twierdza Kraków
 
 
Menu
   HOME
   FORTY
   CIEKAWE ARTYKUŁY
   HISTORIA FORTÓW
   GALERIA
   MAPA SERWISU
   KONTAKT
   O STRONIE
   LINKI


 

autor: Jadwiga Środulska-Wielgus - Krzysztof Wielgus

Kamień na fundamenty przywieziono tu aż z alpejskich kamieniołomów. Cegłę na budowę - z bliższa; dały ją cegielnie w Zielonkach i Kirscha na Białym Prądniku. Pancerne wieże, drzwi i okiennice odlano i odkuto w zakładach Skody w czeskim Pilznie. Plany powstały w Genieinstitut w Wiedniu, zaś realizował je mozolną pracą wielojęzyczny tłum robotników i specjalistów. Większość robót ziemnych, nie objętych ścisłą tajemnicą wojskową, wykonywali podkrakowscy chłopi, stawiający się do pracy całymi rodzinami, często z własnymi furmankami, gdyż płace były wysokie. Tak powstał fort 44a, jeden z 33 fortów głównego pierścienia obronnego Twierdzy Kraków.
Był rok 1895. Kraków od 47 lat pełnił rolą twierdzy, jednej z dwóch głównych twierdz monarchii austro-węgierskiej. Cesarsko-królewska Austria znajdowała się u szczytu swojej potęgi, zaś na straży jej stolicy stał Kraków, broniący bezpośrednio kierunku operacyjnego na Wiedeń. Carska Rosja była bowiem dla Austro-Węgier takim "sojusznikiem"... przed którym lepiej się było mieć na baczności. Królewskiej Stolicy Polski przypadł w udziale los wielkiego garnizonu dla kilkudziesięciotysięcznej armii, która w razie niebezpieczeństwa, miała uczynić z twierdzy nie zdobyty punkt oporu, umocniony betonem, pancerzem i artylerią krakowskich warowni. Biorąc pod uwagę konieczność przyjęcia ponad stutysięcznej armii polowej, mającej bronić międzypól fortów, można być zaskoczonym ogromem działań planistycznych, budowlanych i organizacyjnych, jakich dokonano łącząc ze sobą dwa wielkie organizmy miasto i twierdzę.

rys. K. Wielgus


Fort 44a posiadał kształt regularnego półkola, idealnie wkomponowanego w zbocze wzgórza nad Pękowicami. Jego załoga mieszkała w dwukondygnacyjnym, grubościennym budynku koszarowym, zabezpieczonym prawie dwumetrowej grubości stalobetonowym stropodachem, na którym rozsiadły się obrotowe wieże pancerne. Było ich 5, z tego 4 przeznaczono dla armat o kalibrze 80 mm, zaś piąta, obserwacyjna, zaopatrzona była w ciężki karabin maszynowy. Fort w Pękowicach, podobnie jak inne zachowane, niemal identyczne obiekty w Bibicach czy Mistrzejowicach, reprezentował sobą typ tzw. "małego fortu pancernego", zazwyczaj wspierającego, położony opodal, główny fort artyleryjski (Przykładem takiego fortu może być choćby, wieńczący wzgórze Marszowiec, fort 45 "Zielonki").

Załoga "Pękowic" liczyła ok. 120 osób, zaś stanowiła ją różnojęzyczna gromada żołnierzy wielonarodowej c.k. armii. I właśnie ci żołnierze uczynili coś, co wyróżnia typowy, mały fort 44a spośród 32 innych, podobnych obiektów, panujących nad przedpolem miasta z podkrakowskich wzgórz.

Przyjeżdżali tu z różnych stron: od Cieszyna i Ostrawy, Linzu, i Wadowic, Esztergom i wielu innych miejsc. Wyrwani przez "asenterunek" od swoich codziennych zajęć i trosk, przywozili do podkrakowskich Pękowic tęsknotę za ojczystymi stronami, często za pozostawioną gdzieś dziewczyną, za rodzinnym domem. Do tych uczuć nierzadko dołączała się serdeczna nienawiść do jakiegoś nadgorliwego feldfebla czy innego "Herr Obera" i znane wszystkim żołnierzom wszystkich armii świata - pragnienie urlopu. Często w kieszeni żołnierskiej bluzy znajdował się ołówek, zaś na warcie czas dłużył się straszliwie. Łatwo możemy sobie wyobrazić scenę, jak w zapadającym zmroku, dudniąc ciężkimi butami po okutej blachą galerii strzeleckiej, miarowo przechadzają się wartownicy, tak bardzo samotni ze swoimi tęsknotami, marzeniami, goryczą rozłąki. W chwili, gdy mijają, okuty jak przyłbica, występ kaponiery, wyjmują ołówki i piszą na blasze jedyny w swoim rodzaju pamiętnik. Słowa układają się albo w krótkie jak meldunek podpisy:

"K.U..K. Fest. Art. Batalion
2 Kompagnie
Jan Mocia, stał na poście
8/6, 1911, ma do urlabu 456 dni."

lub:

"Bajko, 22/10, 1914"

albo w naiwne, lecz jakże wzruszające strofy:

"Smutno i tęskno mi teraz,
a w oczach mam tylko łzy,
gdy wspomnę o Tobie nieraz,
ach, Luba, chciej wierzyć mi!
Kochalem Ciebie nad życie,
że nieraz u Twoich stóp,
żem leżal, świadkiem byl Bóg".

Nieraz są to całe historie, jak choćby ta, pisana przez jakiegoś żołnierza z Czech,, który:

"Miloval jem devće, jaiko kvet..."

Dalej dowiadujemy się, jak chłopak musiał iść do wojska i niedługo było już: po miłości, bo niedobra dziewczyna zapomniała o swym wojaku. Ale on, nie zrażony tym, kończy optymistycznie:

"avsak si swoje 3 leto odslouźim,
a nale si jenu holku namluvim!"

Największe zdumienie budzi kilkunastozwrotkowy poemat, pisany całkiem poprawną, literacką polszczyzną.
Tym serdeczniejszy śmiech wywołują jędrne, często sprośne wierszyki, w których bardzo często powtarzają się nazwiska dwóch szczególnie "ulubionych" przełożonych Spyrki i Bigaja. Tego ostatniego poznajemy zresztą "osobiście", gdyż podpisał się starannie kaligrafowanym gotykiem:

"Bigaj Johan
K.U.K. 2. Fest. Art. Reg.
6 Feldkompagnie
in Krakau"

"Wdzięczni" podkomendni nie pozostali dłużni, gdyż tuż pod nim, koślawym pismem dopisano:

"Bigaj staro Kość!"

a jeszcze niżej:

"To sztary bućć - potwierdzom!
R. A. 4. IV. 1911."

Ów Bigaj pojawia się jeszcze jako:

"...ucho zelene, rekrut zamazany"

, zaś Spyrce dostał się "odkrywczy" napis, będący wyrazem przekonań żołnierzy, co do jego pochodzenia:

"...a nasz Spyrka
wylos zdupy!
1907"

Inne napisy, to jednoznacznie brzmiące rachunki,
pocieszające, że do urlopu pozostało jeszcze 300 200... 100... 50 dni.
A spokojna służba na krakowskich fortach mogła przecież rychło zmienić się w piekło fortecznej walki, takie samo jak w okopach i kazamatach Przemyśla. Była przecież wojna, na fortach służyli również żołnierze pospolitego ruszenia. Jeden z nich podpisał się:

"Nachl Anton
Landsturm, Abt. 5/1
gedient in Welkrieg,
1 April 1916".

W dwa lata później wojna skończyła się. Monarchii nie pomógły pancerne forty ani dalekosiężna artyleria. Na ziemi zroszonej krwią wielu narodów, walczących pod sztandarami trzech zaborców, powstała znów Polska. Na krakowskie forty wmaszerowało odrodzone, polskie wojsko. Jakoś bardzo wymownie i symbolicznie brzmi najmłodszy napis, pierwszy, w którym zamiast obco brzmiącego "Pekowitz", pojawiają się swojskie Pękowice. Autorem napisu jest żołnierz, którego nazwisko, niestety, wywabił już czas. Pochodził on:

"..ze wsi i gminy Mazew, Powiatu Łęczyckiego Ziemi Kaliskiej, byłego Zaboru Rosyjskiego. Pękowice, dnia. 6/IV 1920 roku."

Różnie toczyły się losy fortu 44a. W okresie międzywojennym byl on zrazu obsadzony przez wojsko, później utrzymywano na nim tylko posterunek wartowniczy. W ostatnich dniach sierpnia 1939 ponownie obsadzony, stary już fort, stanowił jedno z ogniw linii obronnej, osłaniającej manewr odwrotny Armii Kraków.
Po wojnie, fort, pozbawiany systematycznie swego wyposażenia, popadał w ruinę. Parę lat temu wyprowadziła się zeń ostatnia, zamieszkująca tam rodzina, gdyż w końcu dawny "Panzerwerk" spełniał rolę przejściowego mieszkania dla kilku rodzin. Teraz nie ma i tego... Przez, prowizorycznie zaślepione "studnie" po ściętych wieżach, pancernych (zachowały się jeszcze ich metryki, w postaci odlanych na podstawach napisów: "E. Skoda, Pilsen 1895") wlewa się woda. Korodują i zapadają się stalobetonowe stropy. Przez oczodoły ogołoconych z okiennic i stolarki okien, w zimie wiatr nawiewa zaspy śniegu. Pokrytą oryginalnymi napisami blachę nieznani sprawcy odrywają całymi płatami i wywożą. Żołnierski pamiętnik sprzed z górą 70 lat niknie pod wpływem warunków atmosferycznych.
Nie wiadomo, czy zwyczaj podpisywania się przez załogi na ścianach i stropach fortów był powszechny w c.k. twierdzach, czy fort 44a jest tu wyjątkiem.

Nie wiadomo, jakie losy spotkały podpisujących się żołnierzy, zwłaszcza tych, wywodzących się z naszych ziem. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek ustalenie tego będzie możliwe, gdyż nie wiadomo, jak długo napisy utrzymają się na opuszczonym i zrujnowanym forcie.

 


Stronghold ™ All Rights Reserved © 2013